Stało się to, na co czekali kibice Jazzu od lat, czyli przyjazd drużyny do Europy. Kiedyś już mieli przyjechać do Rosji z tego co pamiętam, ale z jakiegoś (tego już niestety nie) powodu nic z tego nie wyszło. Ale mniejsza z tym.
6 października (wtorek), o2 Arena, Utah Jazz - Chicago Bulls, godz 19 30.
Dla kibiców Utah, dla przyjazdu Jazz do Europy, dla reklamy NBA, nie było lepszego rywala. Znajomość Utah Jazz, oznacza przymusową znajomość Byków. Co więcej, Bullsi sami w sobie są strzałem w dziesiątkę dla UK - w końcu Deng to ich reprezentant, który wprowadził ich w największej mierze do tegorocznych ME w Polsce. Do tego dochodzi Ben Gordon, który ma również brytyjskie korzenie i mamy w ten oto sposób, najbardziej brytyjski zespół koszykarski w NBA, który właśnie zawita do tego regionu. Powtórzę to jeszcze raz - ten mecz, wybór drużyn to strzał w dziesiątkę!
Ale koniec z tymi wypocinami. Trzeba przejść do konkretów - co, kiedy i jak.
Tak wygląda arena i miejsca:

Moje miejsce to: BK 406, row E, seat 591. Nie jest to jakiś luksus, ale niestety tylko na taki mogłem bilet sobie pozwolić. (myślę, że jak uda mi się zarobić trochę kasy na wakacje, to kupię jakiś lepszy, a sprzedam ten swój, ale to tylko takie plany) Do tego bilety szły jak ciepłe bułeczki, więc czekać nie było na co, zatem bilet kupiony.
Mecz się rozpoczyna o 19 30, jak myślicie o której się zjawić, by podejść bliżej parkietu, porobić zdjęcia, wziąć autografy itd. Czy jest zresztą zawsze taka możliwość?
Dalej, fajnie byłoby gdyby było wiadomo wcześniej ile dokładnie osób jedzie, można byłoby wtedy przed meczem gdzieś wyjść, a potem grupą pójść na mecz (w końcu pierwsze spotkanie polskich Jazz fanów!)
Ja w sumie jeszcze nie wiem kiedy pojawię się w Londynie, wszystko zapewnie będzie zależeć od noclegu i finansów. Jeśli będzie jedno i drugie, pobyt będzie pewnie trwał cały weekend do środy. Gdyby jednak nie znalazło się na tyle finansów, to myślę, że zjawiłbym się w Londynie w poniedziałek. Powrót to pewnie będzie środa w każdym scenariuszu. Co do noclegu, jeśli ktoś miałby coś przyzwoitego za niską cenę, dajcie znać!
To chyba tyle na razie.
Larry H. Miller (1944-2009) - Simply, he was the man who loved Utah.