Skocz do zawartości


Zdjęcie
- - - - -

VI zlot e-nba.pl - kraków 2010


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
61 odpowiedzi w tym temacie

#1 jazzmen

jazzmen

    Starter

  • Użytkownik
  • 594 postów

Napisano 19 czerwiec 2010 - 12:47

To jest oficjalny temat zlotowy. Tu znajdują się wszystkie najważniejsze informacje, w razie wątpliwości PM.SPRAWDŹ CZY JESTEŚ NA LIŚCIE!!!OSOBY PRZY KTÓRYCH SĄ PYTAJNIKI POWINNY JAK NAJSZYBCIEJ POTWIERDZIĆ SWÓJ UDZIAŁ W ZLOCIE, LUB PODAŁY KONKRETNĄ DATĘ KIEDY TEJ INFORMACJI UDZIELĄ!!! NOCLEGI W AKADEMIKU ALFA AGH.Dołączona grafikaPIĄTEK/SOBOTA 9-10.07.2010:1. borys (przyjazd ok.... )2. karl malone (przyjazd ok. 12-13)3. Monty (przyjazd ok. 20-22)4. Fartman (przyjazd ok. 12)5. Greg00 (przyjazd ok. 17)6. Karsp (przyjazd ok. 17)7. elwariato (przyjazd ok. 17)8. qba (przyjazd ok. 12)9. kily (przyjazd ok. 11)10. kfadrat (przyjazd ok. 17)11. Findek (nocleg we własnym zakresie)12. Gimmie (nocleg we własnym zakresie)13. jazzmen (nocleg we własnym zakresie)14. Gregorius (nocleg we własnym zakresie)15. air_mj (nocleg we własnym zakresie)W tej chwili jest zarezerwowanych 10 (10 osób zdeklarowanych na nocleg) noclegów (2x pokój 3 osobowy z łazienką, STUDIO 4-osobowe (2+2)). SOBOTA/NIEDZIELA 10-11.07.2010:1. karl malone2. Monty3. Fartman4. Greg005. Karsp6. elwariato7. qba8. kily9. kfadrat10. borys11. szak (przyjazd ok 11)12. Michalik (bez noclegu)13. Findek (nocleg we własnym zakresie)14. Gimmie (nocleg we własnym zakresie)15. jazzmen (nocleg we własnym zakresie)16. Gregorius (nocleg we własnym zakresie)17. air_mj (nocleg we własnym zakresie)18. masterW tej chwili jest zarezerwowanych 13 noclegów (12 zdeklarowanych na nocleg) (3x pokój 3 osobowy z łazienką, STUDIO 4-osobowe (2+2))NIEDZIELA/PONIEDZIAŁEK 11-12.07.20101. Monty2. qba3. kily4. FartmanW tej chwili są zarezerwowane 4 noclegi (STUDIO 4-osobowe (2+2))Doba hotelowa rozpoczyna sie o godz. 12.00 i trwa do godz. 10.00 w dniu wyjazdu.Koszt jednego noclegu będzie wynosił 36 zł (udało się załatwić 15% rabatu).HALA.W sobotę gramy od 14.00 do 17.00.W niedziele gramy od 13.00 do 15.15.Koszt wynajęcia hali na 90 minut to 91 zł. Wobec tego przy 18 osobach grających w sobotę koszt hali dla jednego forumowicza wyniesie 10 zł 11 gr, a w niedziele 7 zł 31 gr.WYJŚCIE NA MIASTO.Piątek. Oficjalne rozpoczęcie zlotu po zameldowaniu się wszystkich uczestników odbędzie się na Kazimierzu prawdopodobnie w knajpie Ulica Krokodyli.Sobota. Nocną wycieczkę rozpoczniemy w Sports Pubie gdzie część z nas będzie zmuszona oglądać mecz o brązowy medal w piłce nożnej, reszta będzie to robić dobrowolnie albo zagra w bilard.KOMUNIKACJA MIEJSKA.Z racji dogodnie położone bazy (15 minut piechotą na rynek, 15 minut piechotą na halę) będziemy musieli skorzystać z komunikacji miejskiej tylko przy podróżowaniu na Kazimierz, dlatego nie opłaca się kupować biletów wielorazowych.

Użytkownik Borys edytował ten post 04 styczeń 2012 - 13:29

JAZZ.E-NBA.PL
Larry H. Miller (1944-2009) - He was a Regular Guy, with a heart as big as his wallet.
http://www.graphickitchen.pl

Najlepszy sklep koszykarski

#2 Greg00

Greg00

    Starter

  • Użytkownik
  • 796 postów

Napisano 11 lipiec 2010 - 20:31

no i wygląda na to, że to mnie przypadł zaszczyt zainaugurowania corocznych relacji :wink: jeśli tak, to zaczynamy :]

na początek podsumowanie - to był BEST ZLOT EVER!, kto nie był, będzie mógł tylko obchodzić się smakiem czytając nasze z pewnością kolorowe relacje :]

PIĄTEK
mój zlot zaczął się o godz. 12-tej, o której to byłem umówiony z KarSpem. po małym opóźnieniu zgarnęliśmy Kfadrata i już o 13-tej opuszczaliśmy Wawę na te - jak się okazało, 2 niezapomniane dla nas dni. za Wawą pierwsze problemy, gdyż wygodnicki Elwariato najwyraźniej pomylił mój samochód z taksówką i zażyczył sobie aby przyjechała pod same wrota jego domku letniego za miastem. po niemałych kłopotach spowodowanych ogólną nerwowością, która przesłoniła znaki drogowe jednak się znaleźliśmy i w pełnym składzie mogliśmy wyruszyć w drogę.

pierwsze zaskoczenie, to to że Kfadrat nadawał ton dyskusji :!: ale jak się okazało, był to jeden z ostatnich takich momentów na zlocie :wink: pogadaliśmy trochę o tegorocznym drafcie, który jest konikiem chłopaków i w szybkim tempie połykaliśmy kilometry nieuchronnie zbliżając się do miasta Kraków - dawnej stolicy Polaków :]

nie minęło nas jednak oczywiście mały opóźnienie spowodowane moim już standardowym pomyleniem drogi - ale kto mówi, że droga przez Olkusz nie jest ciekawsza niż autostrada? tego kolorytu, 20+letnich samochodów i wyprzedzania staruszki po kostkach bauma na 300 metrowym odcinku nikt nam nie odbierze

w Krakowie powitał nas chaos komunikacyjny :) zatrzymaliśmy się przed najbardziej rozkopanym rondem w Polsce i Kfadrat 10 minut na spółkę z Jazzmanem i Gimmie ustalał, w którą stronę mamy skręcić i mimo wszystko nie doszedł do porozumienia :D zatem pojechaliśmy prosto :] jak się jednak okazało, w Krakowie wszystkie drogi prowadzą pod akademik Alfa, pod który już wkrótce zajechaliśmy ominąwszy go oczywiście 3 razy zanim wpadł w nasze oczy ;]

wtedy meldunek i pierwszy trip po kolorowy napój chłodzący tak żeby przywitać gospodarzy, którzy właśnie wracali z Qbą, Fartem i bodaj Kilym a Wawelu, gdzie złożyli hołd nowemu członkowi tamtejszej hall of fame

po 30 minutach od naszego przyjazdu dotarli do akademika i gorącym powitaniom nie było końca. żeby ochłodzić atmosferę poszły pierwsze dwie rundki napojów chłodzących, których to użytek stał się tematem przewodnim tego zlotu :)

potem czas na szamanie, na które pojechaliśmy tramwajem, który kursuje do 21-ej. w tramwaju zlew z kolegów Szwedów, którym jednak kopary opadły jak zobaczyli urzędnika ze słowami "tickets, please" i ich tłumaczenia, że "nicht verstehen" nie na wiele starczyły i tramwaj został odciążony o 2 osoby. aha, podczas przejażdżki skontaktowaliśmy się z Montym, któremu bardzo zależało by dorównać jakością zębów swoim królikom i z poświęceniem spędzał każdego dnia po 4 godziny u dentsty, który w krainie deszczem i zieloną trawą płynącym kosztuje ponoć jedno zero więcej, i to jeszcze w ojro

wracając jednak do tematu - knajpa znajdowała się "niedaleko" przystanku (w Krakowie wg słów Jazza i Gimmie'ego generalnie wszystko jest niedaleko), tyle że nie podawali tam jedzenia oprócz pizzy (którą to pizzę podają wszędzie - nie Kily? :wink: ). Gimmie był więc tak dobry, że zabrał nas do swojego swojskiego kolegi Endziora i już po 40 minutach cieszyliśmy się smakiem jedynych swoim rodzaju zapiekanek, z których Endzior uczynił ósmy cud świata

te to zapiekanki dały nam siły by przed północą wrócić do hotelu i kontynuować nową zlotową tradycję grania po nocy:] poszliśmy na znajdujące się "niedaleko" boisko i naszym oczom ukazało się krakowskie getto :shock: zamknijcie oczy i wyobraźcie to sobie: ciemno, ale okolice rozświetlają lataranie rodem z PRL, ludzie siedzą jak na woodstocku na trawie i piją trunki, grają na gitarze, grillują!! kilkaset osób w różnych grupkach. myśleliśmy że jesteśmy w hippislandii

ale okazało się, że pod fragmentami rozbitego szkła jednak były boiska, i to z rewelacyjnymi obręczami. Qba od razu przetestował, czego efektem ponaciągane do końca zlotu mięśnie przedramion. meczyk był twardy, średnio 50% podań kończyło się stratą i kilkunastometrowym kursem po piłkę, gdyż boisko było jednak zdeczka niedoświetlone. ale takie tam drobiazgi nie mogły nam przeszkodzić. o 3 zdecydowaliśmy się pójść do hotelu i oddać się w objęcia Morfeuszowi, gdyż nazajutrz czekał nas ciężki dzień (który miał się skończyć o 5 rano na hotelowym trawniku...)

SOBOTA

pospalim sobie zatem do 11, potem kurs do znajdującego się obok hotelu lunch baru tudzież baru mlecznego (równe osoby miały różne preferencje), gdzie poznaliśmy Michalika, oraz przybyłych chwilę wcześniej Szaka i Mastera. team forumowiczów były już prawie pełny - na sali tylko dołączył do nas airMJ oraz Gregorius

po obiadku krótki odpoczynek na przepakowanie na salę i czas rozpocząć pierwszą oficjalną część zlotową - pierwszą gierkę ze statami powered by Greg's printed excel sheets ;). na halę było oczywiście "niedaleko" ale nauczeni doświadczeniami z wielogodzinnych marszów w dniu poprzednim tym razem powiedzieliśmy że inaczej niż samochodami nie jedziemy. 3 kursy czerwonej strzały wystarczyły i wszyscy byli na miejscu i igrzyska mogły się rozpocząć.

zaledwie z 30 minut zajęło nam zdecydowanie czy gramy w 3 składach po 5 osób (było 16 graczy) czy 2 składy ze zmianami. głosowanie było wyrównane niczym to z drugiej tury niedawnych wyborów prezydenckich i zwyciężyła nieznacznie opcja 3-drużynowa. to zapewniło wiarygodność statystyk, nad którymi wykazywać by się mogli spece od "adjusted stats" :wink: które pisaliśmy każdej drużynie, nie rozróżniając, z jakim rywalem grała. tak czy inaczej każdy rozegrał równą liczbę meczów i uwierzcie mi, kresek nie zabrakło! w tym miejscu zatem dzięki wszystkim, którzy poświęcali swój bench time na próbowanie, aby nadążyć za niezliczonych zwrotami akcji (szczególnie tych, w których pomiędzy wizytami u dentysty uczestniczył Monty :wink: ).

staty z meczyku oraz foot locker 3-point shootout postaram się wrzucić wieczorem

po gierce czas na odpoczynek i main event of the zlot - e-nba.pl clubbing :D poprzedzony został meczem Diego Forlan vs reszta świata (aka reprezentacja Niemiec), w którym Urugwajczyk był o jedną poprzeczkę od zwycięstwa w rzutach karnych, do których strzelania i obrony po stronie Niemiec szykował się Butt a po stronie Urugwaju Suarez. mecz cieszył się ogromnym zainteresowaniem... no właśnie, nie wiem kogo. wszyscy czekali na szczęśliwy koniec (choć nie dla boskiego Diego F.), umilając sobie czas 3-4 napojami wzmacniającymi.

clubbing rozpoczął się ok. 23 i objął jakieś 247 klubów. wydaje mi się, że odwiedziliśmy każde miejsce, w którym grała muzyka i nie było klimatyzacji. w każdym spotykały nas różne ciekawe sytuacje (a niektórych nawet przed wejściem, nie Kfadrat? :wink: ), o których długo by mówić. generalnie parę osób przyjmowało pozycję siedzącą i delektowało się widokami. Qba , Borys, Master, Kfadrat i ja próbowaliśmy jednak swoich sił na parkiecie czego skutkiem jedna wyrwana ćpunka. kluby zmienialiśmy jak rękawiczki i skończyliśmy w jakimś, do którego już nikt poza mną i niestrudzonymi Qbą, Kfadratem i Masterem nie chciał iść, gdyż przeważały głosy, że napoje wzmacniające oczekujące w hotelowych lodówkach wzywają. także Panowie udali się wzmocnić, a my na kolejny bauns. ale że "What happens in Cracow stays in Cracow", to prawdę o tym, co tam się działo (m.in. pogadanka z Belgiem o gabarytach 2x2) znają tylko Ci, którzy tam byli

ok. 4-tej stwierdziliśmy z Qbą po -nastym kieliszku wzmacniającym, że czas już lulu ale okazało się, że to nie koniec wrażeń - pod hotelem przywitała nas banda hippisów, która okazała się być forumowiczami e-nba :) i nawet mieli kolejną butelkę wzmacniaczy. ta noc nie mogła się zakończyć, musiał ją przerwać dzień.

NIEDZIELA

niedziela to krótki sen (4h), bo sala już o 11-tej i zastanawianie się jak będzie wyglądała podróż powrotna z taką formą fizyczną jaka była naszym udziałem. na szczęście Misiaków oraz suszarek nie było i ze średnią prędkością 110 km/h w 3 h byliśmy już w tym samym 4-osobowym gronie w podwarszawskich Jankach, tym razem nie myląc drogi ni razu! i podtrzymaliśmy tradycję, że na trasie nie może nas wyprzedzić więcej niż 1 samochód :wink:

można by opowiadać i opowiadać, anegdot nie zabraknie na lata, ale sił już brakuje na pisanie. poniżej jeszcze kilka słów o każdym z uczestników:

Karl malone - nasz drugi desant na alianckiej ziemi. trochę jeszcze zagubiony wśród tylu nowych twarzy, ale to tylko i wyłącznie dzięki jego ruchliwości mogłem na meczu nabijać asysty :wink:
Monty - za opatentowanie "podań do nikogo" ale gwoli ścisłości i za opanowanie layupów, które wykańczał tak pewnie, że matki chowały dzieci gdy Gumbi zaczynał dwutakt. również brawa za niestrudzoną rolę maskotki zlotowej, co wymaga niemałego opanowania i wewnętrznego spokoju
Fartman - nasz "Kucoach" forumowy dowodził nocną grą na happennigu w miasteczku studenckim. czuwał nad prawidłowością przeprowadzania zmian. dusza e-nba, bez Farta zloty nie byłyby takie same. za rok tylko bez knee tendinits proszę!
Elwariato - za nowe dziary i zaśnięcie z 2 litrową plastikową butelką stronga. za statline z soboty. człowiek z innej planety, żałuję że tym razem mieszkał w innym pokoju niż ja
Kily - na pewno mocno przeżył porażkę w 3-point shootout, ale o tym przyjdzie jeszcze napisać. szacun za 13 h w pociągu by się dostać na zlot - to jest poświęcenie! grzeczny i cichy, mega pozytywna postać i duża wiedza o enbiej
Kfadrat - spec od retoryki - który może nie mówić wiele, ale to nie oznacza, że nie ma nic do powiedzenia. człowiek skała, an którego zawsze możesz liczyć. MVP na parkiecie oraz w życiu - wziął pod swoje ogromne, nawet po schudnięciu 30 kg ramie młodszych forumowiczów
Borys - za to, że stworzył to wszystko (bez niego nas by nie było!) i nadal z nami jest. za nowy początek (you know what I mean)
Szak - za zdecydowanie się, by przyjechać. za ciągłą walkę z Kfadratem o miano najbardziej wygadanego forumowicza. no i za to, że dzięki niemu w ciągu dnia mogłem zobaczyć gwiazdy
Michalik - za to że się pojawił, choć już nie wierzyliśmy. za posiadanie jedynej w Polsce koszulki Yi
Findek - za wystawienie nas :wink:
Joseph - za wybranie Egiptu...
Gregorius - za bycie trudnym rywalem, którego wyższość musiałem uznać wielokrotnie (właściwie non stop). za to, że wpadł - wielki szacun, mega pozytywny człowiek
air_mj - "Best team player award" winner - człowiek "who always looks to dish before he looks to swish". żałuję, że było go tak mało na zlocie. taki "likeable guy", jakich mało się spotyka. od tej pory musisz być na każdy zlocie!!
Master - wszyscy wiedzą, że trzeba "obey your Master". wniósł dużo śmiechu i zimnego piwa. wytrwały w bounsach jak mało kto. wingman jak się patrzy. na boisku mózg drużyny. przyjeżdżaj częściej! (i zawsze z 5 stówami do postawienia na zwycięstwo Denver nad Utah!)
KarSp - za bycie odzwierciedleniem nowego tatuażu elwariato: "it's not size what makes a difference, heart is what makes a difference"
Qba - za bycie best wingmanem ever - wziąć na siebie dwa pasztety, i do tego niemowy tylko po to, aby zwiększyć szanse Grega - no powiedzcie, who does that?
Jazzman - niepowstrzymana siła niczym tsunami. na codzień człowiek erudyta, emanujący spokojem. to jest mój prezydent, mój lider. zawsze pomoże każdemu. bez niego nie byłoby tego zlotu. i to wszystko pro publico bono
Gimmie - współorganizator, służący radą w każdej chwili, na boisku jedyny, który jest w stanie nadążyć za Qbą

quote of the zlot:

"What the fuck, no what the fuck!", Qba po kolejnym rzucie Monty'ego za trzy with a hand in his face, który odbija się tylko głucho od tablicy

na koniec naprawdę jeszcze raz wielkie podziękowania dla Jazzmana i Gimmie'ego :!: wspieraliście nas tak jak to tylko było możliwe. a Wasza wytrwałość przy wyszukiwaniu dla nas klubów z klimą przejdzie do historii! wszystko było zapięte na ostatni guzik!

no po prostu - best zlot ever!!!!!

everyone is counting you out Jazz, as usual, so you do your thing, as usual.

#3 Mich@lik

Mich@lik

    All-Star

  • Użytkownik
  • 1744 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 10:10

Fajnie było Was zobaczyć. Na przyszłym zlocie będę dłużej. Nie tylko pograć w kosza.
Miło było. POZDRAWIAM!

La Victoria Siempre_


#4 Kfadrat

Kfadrat

    6th Man

  • Użytkownik
  • 355 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 12:16

Dobra trochę odespałem to też coś napisze.

Mimo, że pewnie nie było po mnie widać, bawiłem się na prawdę zajebiście.

Pierwszy dzień trochę zepsułem sobie na własne życzenie, przez to że zawczasu nie wypłaciłem kasy i złaziłem z Karolem pewnie pół Krakowa żeby znaleźć bankomat, który jak się potem miało okazać znajdował się ok. 50 metrów od akademika... No ale i tak dzięki Gregowi (kilku innych forumowiczów też chciało mnie wspomóc za co wielkie dzięki) nie przesiedziałem wieczora o suchym pysku.
Potem nocne granie na kozackiej miejscówce. Tak jak Greg napisał, kupa ludzi, gitary, śpiewy, grillowanie plus całkiem fajne boiska (kosze trochę niżej ale to akurat bardziej pomagało ;) ). Najważniejsze, że obyło się bez urazów co w świetle okoliczności wcale nie było takie pewne... A no i szkoda, że Fart połamany bo liczyłem, że będzie chciał się za Toruń zrewanżować ;) .

Drugi dzień zacząłem znów poszukiwań bankomatu w czym dzielnie towarzyszył mi Karol i w końcu po 45 minutach w zajebistym upale się udało. Dalej to śniadanie i przyjazd ostatnich forumowiczów, chwilka odpoczynku i na sale.
Tutaj trzeba wspomnieć, że hala była bardzo fajna, małe trybunki, nieślisko wszystko ekstra. Osobiście byłem za graniem dwoma drużynami plus zmiany ale tak jak graliśmy też było git. Dwie drużyny były takie jak dzień wcześniej (w tym jedna w całości Jazzowa) plus trzecią z ludzi, którzy dołączyli dopiero drugiego dnia. Pierwszy mecz przeciwko Jazzmanom nam (a właściwie mi) dosyć solidnie nie poszedł, ale potem było już dużo lepiej. Skład mieliśmy właściwie kompletny. Gregorius zapewniał bardzo fajne inside presence, Qba prowadził grę i ogólnie był mózgiem kręgosłupem i płucami drużyny (plus co mnie zajebiście zszokowało kiedy tylko mógł zwalniał tempo, żebyśmy spokojnie grali dłuższe akcje :shock: ), Kily swingmanował a Karol bardzo dobrze biegał do kontr nie zrażony tym, że wiele razy jebałem nie podając mu kiedy była okazja. Kilka meczów wygraliśmy na styku (gamewinner Kily'ego, zbiórka w ataku i dobitka Karola :shock: ) a jak już się rozpędziliśmy to trafiło się nawet zwycięstwo 16-0 z ekipą z SLC ;) . Generalnie grało się bardzo fajnie, jak zwykle brakowało mi trochę kondycji ale pod tym względem i tak czułem się chyba najlepiej ze wszystkich zlotów...
Konkurs trójek to mój epic fail i tyle w temacie ;) .

Po hali szama (kozacki kebab w stanie ciekłym...) kilka piwek i NBAowa dyskusja. Potem zabawne zamawianie taryf przez Grega Najpierw mecz tak ten w telewizji jak i z Borysem w piłkarzyki. Potem pierwszy drugi trzeci klub (czy ile ich tam było ;) ). W końcu zgłodniałem i poszedłem na kebab, który w ostatecznym rozrachunku kosztował mnie około 70zł :lol: (dałem stówke a reszty dostałem jak 5 dych :D ). Reszta poszła do kolejnego klubu, a kiedy ja skończywszy jeść chciałem do nich dołączyć dowiedziałem się od pani strzegącej wejścia, że nie da rady ;) . Poszedłem więc do jakiegoś innego dancingu kupiłem papierosy i grzecznie poczekałem przed wejściem aż się wszyscy wybawią ;) . Potem reszta pojechała do akademika a my do ostatniego klubu, z którego się z Masterem po jakimś czasie też zawinęliśmy, zostawiając Grega i Qbe z wybrankami serca. Dalej to jeszcze godzinka na trawniku, Qba rzucający Grega w krzaki, jakieś piwko i ok 5 spać.

Niedziela była przynajmniej w moim wypadku dosyć ciężka. Nie dość, że niewyspany to jeszcze troche pijany (słabiutka głowa) do tego przycięty na kebabie miałem na całą niedzielę właściwie 10 zł. Na szczęście z pomocą przyszli nieocenieni Karol i Greg wspomagając mnie finansowo. Na hali zagraliśmy już w zmienionych składach na dwie drużyny (kilka osób już nie było) ale co mnie strasznie zdziwiło, gra wyglądała na prawdę bardzo dobrze. Na poprzednich zlotach w niedziele zazwyczaj albo się chodziło albo grało na jeden kosz a tutaj normalna szybka gra. Co prawda zachowałem się jak ostatnia pizda i nie broniłem żeby mieć siłe atakować ale mam nadzieje, że nikt nie ma pretensji.
Gra z airMJem, Masterem, Gregiem, Szakiem i Karolem to sama przyjemność. Pierwszy to po prostu teammate idealny, zbiera, podaje, strasznie dużo widzi. Masterowi jak siądzie trójka to klękajcie narody (chociaż on się zapierał, że słabo trafiał), ale co lepsze rzuca tylko kiedy ma na prawdę dobrą okazje, tak to 100% pass first, a no i pierwszego dnia najtrudniej mi się grało właśnie kiedy On mnie krył, pod koszem nie ma szans go przepchnąć... Greg zważywszy na szklane kolana grał dalej od kosza ale kilka razy w postupie zachował się jak profesor plus, grając na obwodzie mógł zawstydzić nie jednego "mniejszego" zawodnika przeglądem pola i ogólna chęcią dzielenia się piłką. Szak był naszym finiszerem, kończył nawet jak mu jakąś słabiutką piłke zagrałem, super się ustawiał plus w dużym stopniu trzymał naszą deskę. Brakowało jeszcze tylko Qby i był by mój idealny zlotowy skład do grania.
Co prawda ta niedzielna gra była w większym bądź mniejszym stopniu na luzie to i tak pod względem przyjemności z samego grania w basket stawiam ją chyba najwyżej ze wszystkich dotychczasowych zlotowych meczów.
Po hali na jakieś jedzenie i trzeba było się zbierać, żeby zdążyć na wieczorny finał już w domu.

Podsumowując super było z wszystkimi już znanymi jak i tymi których widziałem po raz pierwszy pograć i pogadać :lol: . Karl, Master, Szak, air_MJ, Gregorius, z każdym udało się chociaż słowo zamienić a z niektórymi nawet dwa.
Dzięki wielkie Jazzmenowi i Gimmie'mu za ogarnięcie wszystkiego i zoraganizowanie na prawdę super zlotu. Gregowi, Elowi i Karolowi za jazdę, towarzystwo oraz kilka mniejszych bądź większych przysłóg. Masterowi za lekkie rozjaśnienie sytuacji w polskim górnictwie ;) , towarzystwo tak ogólne jak i to do jarania szlugów. Fartowi i Qbie, za zajebiste towarzystwo, niekończący się potok żartów plus temu drugiemu też za super grę. Z Karlem można było super pogadać, z Szakiem można było super nie pogadać ;) (już widzę ten zlot rozkręcany przez naszą dwójkę). Michalik mi tylko śmignął przed oczami ale i tak fajnie, że się pojawił. Monty samą swoją obecnością wprawiał w dobry humor, Kily wielki szacunek, że samemu chciało Ci się dupę ruszyć. Borysowi dzięki za mecz w piłkarzyki, który zmęczył mnie bardziej niż sobotnia hala. air_MJ pojawił się dopiero w sobotę na hali, ale i tak mimo, że pierwszy raz go widziałem zrobił bardzo pozytywne wrażenie tak na boisku jak i poza. Gregorius zresztą to samo, dobrze się z nim gadało a raczej w moim wypadku słuchało ;) .

Nie wiem czy kogoś pominąłem, jak tak to sorry, generalnie jeszcze raz wielkie dzięki, było na prawdę super i do zobaczenia za rok (z niektórymi pewnie wcześniej).

PS. Findek łobuzie czemuś nie przyjechał?

#5 Szak

Szak

    Super-Star

  • Użytkownik
  • 2554 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 13:50

Ja kurde nie wiem, co wy do mnie macie... Nie mówię zbyt wiele, ale przynajmniej zostawiam tym pole dla prawdziwych wodzirejów, żeby mogli się wygadać :roll: Niestety u mnie rozmowność idzie w parze ze "wzrostem spożycia" (wiadomo czego), ale niestety z powodu, ze clubbing mi kompletnie nie leży (a fast forwardu do późniejszych, "nadrannych" dysput zrobić się nie dało), stosunkowo wcześnie ulotniłem się do akademika, gdzie zaległem po krótkiej walce z letnim katarem przy pomocy puszki piwa.

Ale zaczynając od początku... Z rana szybko podjechałem po Mastera do sąsiedniej miejscowości. Po załadowaniu bagażnika ruszyliśmy w trasę, która na szczęście wiodła prawie całkowicie autostradami. Po drodze Master podszkolił mnie trochę z piłki nożnej, a ja opowiedziałem np. o wrażeniach z bycia świadkiem, jak jeden traktor wyprzedza drugi. Taki sobie small talk. W Krakowie przywitało nas najpewniej to samo rozkopane rondo, co Grega - no chyba, że jest ich tam więcej w tym stanie, nie wiem. Mały korek, ale dość szybko poszło i dotarliśmy sprawnie, kierowani przez karcący głos nawigacyjnej Marzenki, w pobliże Alfy. Minęliśmy akademik tylko raz 8) Obeszliśmy budynek w poszukiwaniu wejścia. Gdy zauważyliśmy zaparkowaną prawie w żywopłocie odpicowaną Kię, wiedzieliśmy, że jesteśmy na pewno przed właściwymi drzwiami.

Szybki telefon do Jazzmena, później obudzenie Borysa i niedługo też zostaliśmy zakwaterowani "na tę jedną noc", jak sobie zauważył dowcipnie (lub przypadkowo tak wyszło) pan w recepcji :) Miejscówka spoko, tak więc spory plus dla organizatorów. Odwiedziliśmy z początku Borysa i w pokoju poznaliśmy też karla malona oraz elwariato, który na pierwszy rzut oka przypomina trochę Pietrasa. Później oprowadzono nas po pozostałych pokojach, gdzie przywitaliśmy się z bardziej lub mniej zaspanymi forumowiczami.

Następnie po małym jedzeniu zaczęliśmy się zbierać na halę. Tam był taki duży gość, który okazał się być Gregoriusem, oraz trochę niższy, którym był wspominany też w poprzednich postach Air_MJ. O samej grze nie będę wiele pisał. W końcu my tutaj wiemy, jak koszykówka wygląda. Mnie się podobało, choć strzelecko miałem beznadziejny pierwszy dzień. Jednak w przeciwieństwie do pierwszych dwóch zlotów, kondycyjnie byłem dużo lepiej przygotowany i w innych aspektach, jak już trochę ochłonąłem, myślę że radziłem sobie lepiej. Kwadratowi szybko zabrakło miejsc na kreski w rubryce zbiórek, ale w mojej skromnej ocenie MVP pierwszego, liczonego do statystyk dnia, był Monty. Jako Gumbi pudłował layupy, teraz już nie i naprawdę dynamika na najwyższym poziomie, (zresztą podobnie jak u Qby). Taki nasz LeBron, bo miałem okazję być w tej samej drużynie :) O grze innych wspominali już ludzie wcześniej, a i będą pisać jeszcze następni, więc za bardzo się nie będę produkował. Tylko może wskażę na progres KarSpa, ale tego można się było spodziewać, bo ostatnio jak go widziałem, to było aż 5 lat temu. Gdy widziałem jak sobie pykał, to się zastanawiałem, czemu ja się tak spinam i kombinuję (często jak koń pod górkę), skoro ten sobie biegnie, ani wysoko nie skacze, ani nie odpycha, ani wysoki, a jakoś tak lekko mu ta piłka wpada gdzie powinna. Tak trzymać. Hala super. Nawierzchnia taka, że wreszcie wiem, że odpowiednie buty mają sens. Zero poślizgu i się zdziwiłem, że umiem tak szybko nogami przebierać :) Super się grało i z przyjemnością zostawiłem tam w oba dni większość sił.

Po graniu i odpoczynku poszliśmy na miasto obejrzeć mecz. Hitler ostro by nas zrugał za to co powiem, ale było nawet fajnie. Mecz dość ciekawy i nawet bramki padały, czego za dużo nie uświadczyli widzowie niedzielnego finału. Ściszyliśmy dźwięk telewizorów w naszej części knajpy, by komentować mógł Greg. Jego też widziałem ostatnio aż 5 lat temu, więc przeżyłem małego shockera, że to taki kawalarz. Wtedy przed laty jeszcze się czaił :wink: Po większej dawce procentów towarzystwo rozeszło się na miasto. Z tego co tu widzę, to później różnymi ścieżkami się to potoczyło. Ja z Montym i MJ-em zrobiliśmy sobie spacer w stronę akademika, przy okazji poznając po drodze np. miejscówkę, gdzie wykuwały się talenty koszykarskie przynajmniej części miejscowych zlotowiczów.

Drugi dzień, to bardzo krótki poranek, poświęcony na poszukiwanie jedzenia, od okolic południa - znów gra. Było już więcej swobody w grze, ale i tak dało się wymęczyć. Po tym wszystkim część zlotowiczów ruszyła jeszcze coś zjeść i/lub do domów. Z Masterem srogo doświadczyliśmy jazdy bez klimy w tych warunkach, ale przynajmniej mieliśmy jako tako blisko. Następne auto jakie kiedyś tam kupię, klimatyzację musi obowiązkowo mieć.

Na koniec zostawiłem podziękowania dla głównych organizatorów - Gimmiego i Jazzmena. Musieli trochę spraw ogarnąć, a przy rosnącym z każdym kolejnym zlotem poziomie trudności, nie była to jakaś błahostka. Sporo pomogli i pokazali, prawdziwi mieszkańcy swojego miasta.

PS. Nie o wszystkich wspomniałem, ale to tylko z lenistwa. Każdego odnotowałem w swojej pamięci, było miło :)

PLAYOFFS: WHERE SHIT HAPPENS!
 


#6 Findek

Findek

    Super-Star

  • Użytkownik
  • 3422 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 18:18

Wybaczcie Panowie, ja żałuję bardziej niż Wy. I tak miałem się urwać, narobić kłopotu trenerowi i nie pomagać ogarniać dzieciaków w drodze powrotnej( a była to długa podróż) ale nie chciałem mu tłumaczyć, dlaczego mając anginę i gorączkę nie mogłem pojechać na dwie ostatnie wycieczki a mogę jechać do Krakowa na zlot forum ;] Aha, byłem w Gdyni jako wychowawca na obozie koszykarskim.

I nie byłoby to zresztą zbyt mądre bo dopiero dzisiaj poczułem się nieco lepiej.

Zazdroszczę dobrego zlotu i obiecuję pojawić się na następnym, bo jak widzę po humorach ten na bank nie był ostatni. Moja nigdy nie zamykająca się japa (ma taka funkcję że z każdą kolejną minutą wypowiada co raz debilniejsze kwestie, chłopaki ze stolicy potwierdzą na bank) powinna nieco uatrakcyjnić zlotowe dyskusje.

p.s. Chcę zobaczyć stat sheet, co tam mój main man Karsp nawyczyniał i co pokazał Kfadrat którego widzę w mojej ekipie na nowy sezon ;]

"Murphy, Dunleavy and Travis Diener to Utah for Andrei Kirilenko, Kosta Koufos and Kyle Korver's EC. Admittedly, this trade makes no sense -- I just wanted to break the record for "most white guys in an all-white trade." - Bill Simmons

 

Kwame Brown was drafted by Washington Wizards, under team president Michael Jordan, and he reportedly said to then-Wizards coach Doug Collins, “If you draft me, you’ll never regret it.


#7 gimmie

gimmie

    Starter

  • Użytkownik
  • 816 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 22:10

Czas podsumować to co się wydarzyło a wydarzył się bardzo wiele.. dużo pozytywnych emocji i jak dla mnie czas ekstremalnie męczący:] Wiele niezapomnianych tekstów, grypsów ""who does that.. na długo zostaną w pamięci i cóż powiem zaskoczyłem się pozytywnie co do Was wszystkich.

Dzień pierwszy piąteki:
Dołączyłem do pierwszych przybyszów w obstawie Luki/Jazza na płycie rynku i wraz z Kilym, Karlem, Fartem, Qbą i Borysem szturmem zdobyliśmy Wawel, dalej w telegraficznym skrócie
>> katakumby, rekonesans na panoramę miasta, spacerek i nawigowanie Grega, który o dziwo trafił do akademika mega szybko kierując się przeciwstawnie do moich podpowiedzi:P >> Spotkanie w większym gronie w akademiku i tramwajem do podobno najbardziej klimatycznej dzielnicy KRK (na Kazimierz). Tutaj dużo nie posiedziałem gdyż dwie tury głodomorów prowadziłem na zapiekanki o czym pisał już Greg.

No w nocy wpadliśmy na pomysł kontynuacji ubiegłorocznej tradycji gry nocą i skoczyliśmy na boiska Miasteczka Studenckiego AGH gdzie bez mała do 3 w nocy ciupaliśmy ostro na najgorzej oświecony kosz mając do wybory 3 znacznie lepsze boiska wink Podczas gry zażywaliśmy pewien skandynawski napój poprawiający naszą percepcję nad dozowaniem którego czuwał niezmordowany Fartman, który rządził też rotacją na ławkach w obydwu ekipach.
Co do zaskoczeń dla mnie dnia pierwszego to Gregorius, który przywitał nas w knajpce okazał się nie tylko moim byłym teamate w tym sezonie w lidze amatorskiej ale jeszcze sąsiadem. Więc niezłe zaskoczenie ;d
Niezapomniany będzie motyw podejmowania decyzji przez kolegę Kwadrata co do wyboru punktu zapiekankowegoJ
AA po odwiedzeniu dentysty, koleżanek, szopów, królików do knajpki dotarł także Monty/Gumbi we własnej osobie wzbudzając nie lada euforię wśród wiernych fanów:)

Dzień drugi sobota:
Na halę przybywają świeżacy : Michalik, Air_MJ, Szak, Master oraz tzw „wczorajsi” zawodnicy.
Grało mi się całkiem fajnie. Najmilej zaskoczył mnie swoją grą Karl. Chłopak ściemniał że gra słabo a tu był największą gwiazdą ekipy Jazz! Ja cóż dodam że byliśmy poza wszelką konkurencją i gdyby nie flagrant faul Borysa na Naszym niezastąpionym El_wariato to skończyło by się bez porażki <WINK>

No może troche naciągnięta wersja choć Jazz i Greg zasługują na wiele pochawał. Ja grałem bardzo nieskutecznie nawet jak na siebie, a do tego niszczył mnie dominator (przynajmniej wobec mnie) Monty swoimi blokami.

Do nagrody MVP wg zasług:
1. Kwadrat – największe postępy od ubiegłego roku i mega wyważona i skuteczna gra na obu krańcach boiska
2. Qba – ekstremalnie dynamiczny choć grał na luzie i raczej z dystansu niczym Hedo
3. Monty / Greg00 / Master – Greg klasa choć nie forsował się. Wygrał konkurs za 3 również. Monty człowiek orkiestra 10 strat!!, 10 bloków, 10 przechywtów, duzo punktów i zbiórek. Jedynym mankamentem może są podania <wink> ale wiecie z jakim numerem grał „3” i na kogo cześćJ
Master – na pierwszym zlocie wraz z żłówiem, Flaszem stworzyliśmy super skład Teraz grałem przeciwko niemu i Master potwierdził ze jest rasowym strzelcem i świetnie odnajdował się na całym boisku.


Dodatkowo fajnie zaprezentowali się Karl, Karsp, Jazz i MJ. Ten ostatni kiwał mnie pod koszem że do dziś mi wstyd ;d Karsp mimo undersize nieźle poszalał. A Jazz ze swoich rozmiarów skutecznie korzystałJ
Kily i Borys też wypadli bardzo korzystnie. Gregorius mimo problemu z nadgarstkiem nadwyraz skutecznie szalał. Szak trochę mało skutecznie zaczął ale z czasem się rozkręcił. Podobnie Michalik. No i mam nadzieję że faktycznie za rok wpadnie na dłuzej.

Wieczorem poszliśmy pooglądać mundial Później trochę baunsu w jakiś dziwnych rytmach oraz piffko na trawniku przed akademikiem. Dobra dyspozycja i nastrój Grega i Qby, którzy tego dnia zdecydowanie nadawli ton wszystkim wydarzeniom. A później mega zmęczenie;d


Dzień trzeci niedziela:

Hala > afera > zaginiony klucz odnalazł się w kieszeni Kily;ego No i gierka znacznie fajniejsza niż dzień wcześniej. Fajnie mi się grało. El zasnął na ławce. Na trybunach pojawiła się kamerzystka zawodowa ponoć. A ja trafiłem bodaj buzzer beatera;d

W pozytywnych nastrojach poszliśmy jeszcze do Chińskiej knajpki na psióry, koty i króliki. Po czym w zasadzie część oficjalna zjazdu się zakończyła.

Bardzo dziękuję za Waszą wizytę bawiłem się pozytywnie i teraz wyczekiwać tylko materiałów filmowych. Trzymajcie się i do następnego!!!


Brakowało mi Jeya ale faktycznie nie był wstanie przybyć. Szkoda że Max nie zdecydował się nas nawiedzić tudzież inne wielkie sławy z eb.. A no i z Szakiem nie zdążyłem nawet słowa praktycznie zamienić. Ja ze swojej strony gratuluje Lucę który dużo sił włożył w organizacje zbieranie kasy i w ogóle zapanował nad wszystkim.
Ogólnie poziom imprezy był jak dla mnie zadowalający. Peace out, hombres!

#8 Greg00

Greg00

    Starter

  • Użytkownik
  • 796 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 22:17

z małym opóźnieniem ale here they are - poniżej oczekiwane stat sheets z sobotniego meczu (który jak mówił Kfadrat przesadnie mu nie wyszedł :wink: )

Dołączona grafika

jeśli zaś chodzi o Foot locker 3pt shootout to muszę skromnie stwierdzić, że choć nie było łatwo (Kily i Kfadrat Wy choke'erzy, mieliście mnie na widelcu!!!), to po morderczej walce (w której niektórzy we mnie zwątpili, co Gimmie? :wink: jakimś cudem mój 3peat stał się faktem :] hasło beat Greg00 obowiązuje więc nadal! :wink:

rzucaliśmy jak zwykle systemem 5x4rzuty ze standardowych pozycji, bez money ball

I runda:

Borys - 2
Monty - 3
air_MJ - 7
Master - 7
Michalik - 7
Greg00 - 8
Jazzmen - 1
Gimmie - 6
Karl Malone - 4
Qba - 5
Gregorius - 1
Kfadrat - 10
KarSp - 7
Kily - 12

Szak, Elwariato - DNP

Runda finałowa:
Greg00 - 10
Kfadrat - 10

Kily - 6

Dogrywka:
Greg00 - 10
Kfadrat - 9
everyone is counting you out Jazz, as usual, so you do your thing, as usual.

#9 Qba

Qba

    All-Star

  • Użytkownik
  • 1793 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 22:20

a my z Fartem jeszcze k**** w pociągu ciśniemy sobie po remontowanych torach z para azjatów gadających ciągle bez przerwy na oddech... Ciekawe ile kosztuje internet w erze :) no ale dowiem się juz niedlugo:)

#10 gimmie

gimmie

    Starter

  • Użytkownik
  • 816 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 22:22

fakt że na chwile wyszedłem z tych emocji i nerwów:) ale oj nie zwątpiłem Greg ja się założyłem że wygrasz :) i czekam teraz na milion $ od Air_MJ'a:)

#11 Greg00

Greg00

    Starter

  • Użytkownik
  • 796 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 22:32

no dobra Gimmie, jesteś rozgrzeszony :] ja w siebie nie wątpiłem nawet pomimo tego startu 2/8 czy ile to tam było...

czyli to Ty air_MJ tak we mnie zwątpliłeś? a jam się Ciebie tyle na chwalił :wink: watcha gonna say now? :twisted:
everyone is counting you out Jazz, as usual, so you do your thing, as usual.

#12 Mich@lik

Mich@lik

    All-Star

  • Użytkownik
  • 1744 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 22:47

Dzięki Greg z twoich stat wyszło, że jestem jedynym zawodnikiem bez TO :lol:
Dzięki, na pewno miałem ich z parę, ale tam samo ktoś mi nie zapisał dwóch przechwytów na KarSp:(
Za to ile zbiórek nawaliłem, prawdziwy Yi Jilian :D

A wy jazzmani możecie podziękować tylko Borysowi i Szakowi, to oni zapanowali nad tymi statystykami, choć nie było łatwo.

La Victoria Siempre_


#13 Greg00

Greg00

    Starter

  • Użytkownik
  • 796 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 22:54

Dzięki Greg z twoich stat wyszło

przepraszam, ale nie moich, ja tu jedynie sprzątam :wink:
everyone is counting you out Jazz, as usual, so you do your thing, as usual.

#14 Findek

Findek

    Super-Star

  • Użytkownik
  • 3422 postów

Napisano 12 lipiec 2010 - 23:09

Hahaha, Kfadrat Was pożarł, przeżuł, popił ... ;] Dobry prognostyk.

"Murphy, Dunleavy and Travis Diener to Utah for Andrei Kirilenko, Kosta Koufos and Kyle Korver's EC. Admittedly, this trade makes no sense -- I just wanted to break the record for "most white guys in an all-white trade." - Bill Simmons

 

Kwame Brown was drafted by Washington Wizards, under team president Michael Jordan, and he reportedly said to then-Wizards coach Doug Collins, “If you draft me, you’ll never regret it.


#15 elwariato

elwariato

    Super-Star

  • Użytkownik
  • 4691 postów

Napisano 13 lipiec 2010 - 00:20

3X Dzięki, szczególnie dla Gima i Luki ja na JazzFanów przystało spisali się rewelka zarówno organizacyjnie jak i towarzysko :) 14 godzin zajęło mi odsypianie, trochę mi w pamięci zostało: nocna gra na boisku dla prawdziwych nygerów :) zapiekanka na która trza czekać z 40 min, sobotnia gra, niestety od czasu kontaktu z łokciem Bora mam już luki w świadomości :wink: Zwiedzanie klubów, częste ich zmienianie żeby Greg mógł sobie po podrzucać :) Kebab na którego też trza było czekać sporo ale lepszy był od zapiekanki :) 3 browary na śniadanie i kima na ławce, ogólnie było bardzo wporzo, idac dalej tym tropem może za rok zorganizujemy coś na dłużej niż tylko 2 dni.
Pozdro dla wszystkich




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych