Skocz do zawartości


Zdzich

Rejestracja: 25 lis 2013
Poza forum Ostatnio: wczoraj, 20:49
-----

#604561 Golden State Warriors 2018/19

Napisane przez Zdzich w 10 lipiec 2018 - 20:55

I tak jak pisze @Jeff Hanneman za dużo tego można znaleźć w sieci, żeby to były bzdury i nie miały znaczenia dla zawodników w podejmowaniu decyzji. Zawodnicy myślą inaczej niż 10 czy 20 lat temu. Widzą jak skończyły Iversony czy Rodmany i chcą po skończeniu kariery mieć z czego utrzymać swoje posiadłości za 50 mln dolarów i dwadzieścia lat młodszą kochankę. Wali ich jak ocenione będzie ich legacy, kiedy w gablotce nad łóżkiem będzie leżeć pięć pierścionków, a na koncie ilość zer będzie się zgadzać. Świat się zmienia.... 

 

 

Ale jeżeli ktoś sądzi, że przykładowe Iversony i Rodmany wydały wszystko na laski, koks, łańcuchy i ziomów, to jest w błędzie. Może i niektórzy z nich wydali wszystko na to, ale spora część nawet tych głupszych graczy próbowała inwestować, otwierać biznesy. Co ich różni od Durantów obecnych czasów? Że Durantom się udało? Ale skąd pewność, że dalej się będzie udawać? Co jak zakończy karierę, a jego firma splajtuje z dnia na dzień? Też powiemy o nim, że jest "głupim" Murzynem? Poziom świadomości się podniósł, gracze wydają i lokują kasę mądrzej, ale to nie jest tak, że tamci byli kompletnie głupi, a ci wyróżniają się inteligencją. Pewnie jest to na porównywalnym poziomie. Okoliczności, które "narzuca" im liga powodują, że jest lepiej. Tylko i wyłącznie.




#604419 Szał zmian i wymian offseason 2018

Napisane przez Zdzich w 10 lipiec 2018 - 15:53

Najgorszy ruch? Ale pod jakim względem? I z jakiej perspektywy? Bo z perspektywy emocji i zaciętości (dla mnie) to najgorszy ruch zrobił LeBron, bo nie dość, że nie zbudował contendera swoim ruchem (lub wzmocnił jednego z obecnych) to przy takiej umowie też znacząco ograniczył możliwości swojej nowej ekipy, by contenderem w przyszłości się stać.

 

Pod względem sentymentu to szkoda mi ruchu Parkera. Wiem, że aniołem to on nigdy nie był, ale jakoś przyzwyczaiłem się do tego, że on zawsze był Ostrogą i zawsze nią pozostanie.

 

A jeżeli chodzi o najgorszą umowę pod kątem który klub wdepnął w największe gówno to faworytem LaVine, choć McDermott i CP3 zaraz mogą go strącić z piedestału. LeBrona nie liczę, bo to superstar i TOP3 w historii - on nawet ewentualnie gówno grając wygeneruje zyski w kasie klubu. CP3 to zupełnie inna skala i dlatego Houston pożałują tego ruchu - pytanie jak szybko.

 

No i kontrakt Bookera to niezła wtopa wg mnie. I te wszystkie jednoroczne umowy Lakersów to chłam jakich mało. To tak na szybko podsumowując początek tego offseasonu. Pewnie kogoś jeszcze nie uwzględniłem, ale nie ma raczej takich kompletnie fatalnych umów, że ten, kto to podpisywał ze strony klubu był chyba pijany. Sporo kontraktów jest średnia, ale do obronienia w większości przypadków.




#604312 Utah Jazz 2018/19

Napisane przez Zdzich w 10 lipiec 2018 - 06:11

Czy mógłby ktoś z moderatorów usuwać każdy post (...) trolla jak nie wstawi dowodów?

 

Fajnie, że sam pod sobą podpisałeś swój własny wyrok śmierci ;) Grunt to mieć samoświadomość!




#600602 Los Angeles Lakers 2018/19

Napisane przez Zdzich w 01 lipiec 2018 - 15:13

Ja tam się PG nie dziwię w ogóle. Argument, że rok temu, go nie ściągnęli zapewne był kluczowy i tutaj rzeczowe argumenty (po co tracić assety jak za rok można go mieć za darmo) przegrywają z argumentami emocjonalnymi, jak i rzeczowymi - OKC byli zdeterminowani do ściągnięcia go, oddania za niego assetów, co pokazało mu, że ekipie na niej zależy. RW idealny nie jest (daleko mu do tego...), ale kumplem wydaje się być spoko i mimo zgrzytów z nim, to ogólnie nie narzeka się na niego. A jeszcze teraz Lakers flirtują z LeBronem, szykują assety pod Leonarda - gość nie chce być traktowany jako ostatnia opcja dla Lakersów. Woli zostać tam, gdzie będzie szanowaną drugą opcją. Gdzie jak coś zawali to będzie trochę kwasu, ale to nie presja jak w LA, gdzie albo jesteś bogiem albo gnojem. Finansowo mógł wybrać lepiej, ale wybrał i tak dobrze; sportowo mógł wybrać lepiej, ale i tak dobrze, a od roku powtarza, że mu się w OKC podoba... No to czemu tu się dziwić?

 

A Lakersi mają nauczkę, że jak w tej lidze masz szanse na all stara, to nie czekasz, a działasz... Lakersi przespali moment, gdzie PG był do wyjęcia i teraz on nie jest dla nich. Jeszcze trochę i z Kawhim może być tak samo.




#599184 Detroit Pistons 2018/19

Napisane przez Zdzich w 26 czerwiec 2018 - 19:51

Jeżeli ktoś patrzy na szansę PO tylko przez pryzmat słabości innych drużyn, to może i się doczłapie do PO, ale to nie jest poważna drużyna.

 

A Pistons poważni nie są od lat - przepłacona, bez liderów, bez zdrowia i bez charakteru. Tam wszystko jest zawalone i czekają ich kolejne lata męki. Z powodu słabości dna Wschodu może ich męki będą ukojone sweepem do Bostonu czy Philly w I rundzie. Ale to tylko jak "zdrowie Jacksona, rozwój Drummonda, chęci Griffina i cała reszta wypali".




#598850 Futbol europejski

Napisane przez Zdzich w 25 czerwiec 2018 - 20:45

Strasznie Ciebie ten Lewandowski boli. A co do Błaszczykowskiego to chyba zapomniałeś jaki miał ból dupy związany z biletami przy okazji Euro u nas.

Polegli jako drużyna nie ma co szukać kozłów ofiarnych.

 

Najlepiej nie róbmy analizy i powiedzmy - przegrała drużyna! I to właśnie nas różni od Niemców, którzy po każdej porażce robią głęboką analizę, ale nie po to by kogoś powiesić na latarni, ale by wyciągnąć wnioski i poprawić rezultaty w przyszłości. Dlatego po klęsce na EURO 2000 nastąpiła gruntowna przebudowa szkolenia, a po porażce w 2016 roku to pozbyli się kilku starych nazwisk kosztem młodzieży. I nie mówię, że Niemcy są bezbłędni i robią genialne analizy i nigdy nie przegrywają. Ale zawsze po porażce (a co dopiero blamażu) musi nastąpić gruntowna analiza - każdego zawodnika, każdego członka sztabu, każdego wyboru, a nawet ocena tych z ŁNP, co się tam kręcili non stop i jak ich obecność wpłynęła na atmosferę, zaangażowanie.

 

Mnie najbardziej wkurzyła banda klakierów dziennikarzyn jak Patyra and company oraz banda byłych pseudopiłkarzyn jak Rząsa, Mila, Żewłakow, którzy pojechali i opowiadali jako FACHOWCY jak to genialnie będzie. Po meczu z Senegalem sądziłem, że spokornieją, ale gdzie tam - jeszcze bardziej wierzyli w nauczyciela wf-u na ławce i bandzie bezjajecznych chłoptasiów. No i od wczoraj zaczęli grillowanie po meczu, ale jeszcze 2 godziny wcześniej bronili ich i mówili, że będzie dobrze. Pompowali balonik, a teraz robią za pieprzonych ekspertów... Wszyscy rozsądni ludzie już przed mistrzostwami mówili, że będzie kuku. Wszyscy nawet mniej rozsądni po Senegalu wiedzieli, że będzie gówno. Ale kilku byłych pseudopiłkarzy i pseudotrenerów wygłaszała swoje debilne tezy, a teraz który posypał głowę popiołem? Żaden! Robili wodę z mózgu przeciętnym Kowalskim, a teraz robią dla przeciętnych Kowalskich analizę, że już od dawna wyglądało to c***owo! Ale jak było c***owo to nie mówili, że jest c***owo, a mówili, że EKSPERYMENTUJEMY i jest czas! Czujecie tych debili? Bo ja nawet nie chcę wiedzieć, co oni mają nasrane w głowach.

 

No i ta banda dziennikarzyn i pseudofachowców nie ma nawet odwagi podejść do trenera czy piłkarzy i zadać pytania, które się cisną wszystkim rozsądnym ludziom na usta, tylko pozwalają na recital/benefis Nawałki i Lewego. Nawałka wygląda jak ten jamnik z kawału, gdzie chciał brać udział w wyścigu chartów, a na końcu mówi, że on nie wie co się stało i czemu poszło tak źle. Dla mnie to powinien być pociśnięty na konferencji jak bura suka, ale przecież nikt nie pojedzie po Adasiu za mocno, bo Zibi się obrazi jeszcze i wywiadów nie będzie... Powstała jedna wielka banda towarzysko - biznesowa, którą określiłbym wręcz "ciepłym kurwidołkiem", gdzie wszystkim przestaje zależeć, bo jest ok - kasa się zgadza, towarzystwo się zgadza, tylko raz na 2-4 lata trzeba przeżyć upokorzenie w oczach kibiców... Pseudopiłkarzyny wrócą do klubów, zrobią nowe fryzurki na żel, dwie nowe reklamy, pograją ogony na Zachodzie, za milion euro i będzie się kolegował z Borkami, Hajtami, Żewłakowami i resztą bezjajecznych klakierów. Dlatego może Kowalczyk czasem się srogo myli, ale on potrafi napieprzać i grillować kto mu tylko wpadnie w ręce. W przypadku światka piłkarskiego w Polsce to stanął na fiucie i tańczy breakdance'a.

 

Dla mnie czas Nawałki dobiegł końca. Przebił Smudę swoimi decyzjami i dyletanctwem. Jego mit upadł i szybko roboty nie znajdzie. Może reklamować już od piątku Urząd Pracy w Pcimiu Górnym pod hasłem "nawet ja tu jestem, bądź i Ty!". Jest skompromitowany. Boniek nie jest lepszy, ale to już temat na inną rozmowę.. No i czas w kadrze się skończył dla sporej gwardii: Błaszczykowski, Piszczek, Fabiański, Pazdan, Glik, Jędza, Grosicki i zaraz też Lewandowski. A ze względów sportowych też Milik, Krychowiak i Szczęsny. Spora grupka, ale czas na to najwyższy - nowy trener, nowy kapitan, nowa ekipa i kilka lat wpierdoli. Może nic z tego nie będzie, ale to konieczność.




#598015 Rockets 17/18

Napisane przez Zdzich w 23 czerwiec 2018 - 11:42

Problem polega na tym, że Paul przechodził do Houston z obietnicą maxa. Tylko że w międzyczasie zmienił się właściciel i w gruncie rzeczy nie wiadomo, czy ma zamiar uhonorować obietnicę poprzednika. Także potencjał do jakiegoś kwasu jest, niemniej myślę, że obie strony się dogadają. Po takim sezonie IMO nie mogą tego spieerdolić.

 

Przede wszystkim Morey to cwaniak i pewnie dał obietnicę maksa, ale jak zobaczył w metrykę, a potem na to jak często go widzi w gabinecie medycznym to zapaliła mu się lampka ostrzegawcza i nie chce mu przez 5 lat płacić za bycie inwalidą. Ktoś się Moreyowi dziwi?




#595448 Los Angeles Lakers 2017/18

Napisane przez Zdzich w 14 czerwiec 2018 - 05:48

Bardzo rzeczowa wypowiedź, obfitująca wręcz w argumenty. :smile:

 

No sorry, ale są rzeczy, o których można dyskutować, a są takie, o których nie wypada się, bo to zniżanie się do dna... Skoro Mitchell, który poprawił obronę, rzut, wejścia pod kosz, dodał lewą rękę, dodał rozegranie i jeszcze dobrą grę w końcówkach i ktoś twierdzi, że to mniej od Balla, który w Lidze Letniej był kompletną nogą w obronie, a teraz jest dobry w obronie to o czym tu dyskutować? Bo rzutu nie dodał - dalej jest fatalny. Półdystans nie istnieje. Wejścia pod kosz takie sobie. Rozegranie już na uczelni miał elitarne. No więc co poza obroną dodał Ball? I jakim cudem to jest więcej od Mitchella? Więc nie dziw się brakiem argumentów, bo jakkolwiek Cejrowskiego nie lubię i nie zgadzam się z jego poglądami, tak tutaj go sparafrazuję - z głupotą się nie dyskutuje, a się ją ignoruje i unika.




#594651 Detroit Pistons 17/18 - In miracle we trust

Napisane przez Zdzich w 11 czerwiec 2018 - 06:04

'Stan van Gundy made a great job of coaching this team' - nie mogę się z podłogi podnieść 

 

Jeżeli jesteś w tej lidze na eksponowanym stanowisku, to żeby wyrazić swoje zdanie o innej eksponowanej personie to musisz założyć lipne konto na portalu społecznościowym, a na końcu i tak zganiasz na żonę. Więc czego oczekiwać tym bardziej po oficjalnym wywiadzie? Poza tym SvG zrobił "great job" swoją drogą - tak spieprzył, że teraz nawet niewielkie zmiany i poprawy spowodują traktowanie Caseya jak zbawcę - dla Caseya to idealne podwaliny do pracy. Po latach rozczarowań, braku rozwoju Drummonda, przepłaceniu Jacksona i jeszcze ściągnięciu Griffina - nawet jak bilansu jakoś znacząco nie poprawi w nadchodzącym sezonie, ale przeorganizuje działanie Detroit na parkiecie, to już ma wielkiego plusa w ocenie go. Serio - wakat w Detroit to jeden z najlepszych w tym momencie w lidze - jak dasz dupy, to się wytłumaczysz tym jaka gangrena szerzy się od góry do dołu, jak cokolwiek poprawisz to jesteś uważany za cudotwórcę. No czyja to zasługa jak nie Rona Jeremy'ego?




#594478 Lebron The Decision II

Napisane przez Zdzich w 09 czerwiec 2018 - 22:44

Podpisanie JR-a i TT było idiotyczne, ale i konieczne. To jak z Pelikanami i Boogiem - może i maksa nie jest wart, ale bez niego to wzmocnień i tak nie będzie. Więc podpisali dwóch baranów, bo po pierwsze LeBron tego chciał i to akurat mu się chwali. Przypominam, że JR to niegdyś był jeszcze większy baran, a dodatkowo rzuty oddawał ekwilibrystyczne niczym Kobas i pałował niczym Melo. Po przyjściu pod skrzydła Jamesa to oddał lejce i stał się spot up shooterem i to na początku zajebistym. A LeBronowi można wiele zarzucić, że przepłacał ziomków itp. ale LeBron zawsze dba o atmosferę. Danie im kasy i stabilizacji to konsekwencja bycia dobrym generałem dla wiernych żołnierzy. A kto mógł przypuszczać, że TT i JR odbije? Każdy. Ale może właśnie LBJ nie, bo on patrzy na świat przez pryzmat swojej chęci wygrywania i robienia wszystkiego co najlepsze dla ekipy. Dlatego w tych PO wchodził na poziomy niespotykane nigdy, przez nikogo, byle przejść I rundę, a potem zabójczą młodzież z Bostonu. LeBron jest niesamowicie bystrym, mądrym i życiowym facetem, ale mimo wszystko jego podejście do otoczenia i zawodu jest spaczone - przez bliskie relacje, przez emocje, przez swój charakter. I dlatego mimo ceglenia JR-a i jego idiotyzmów, czy mimo TT grającego kaszanę to on się oburza i wścieka, ale dalej ich ciągnie i udziela im wsparcia.  Mogli kasztanić do oporu, ale sądzę, że po G1 finałów tama puściła i oficjalnie szambo się wylało. Skończyło się wsparcie Jamesa i wyrozumiałość w momencie jak Hill spudłował wolnego (zdarza się, ale mimo wszystko bolesne), co było do przełknięcia, bo każdy nieraz spieprzył taki FT. Ale potem JR odwalił akcję dekady, do spółki z Lue i też LeBronem. I tutaj się nie dziwię wściekłości i załamaniu Jamesa na ławce, bo oczywiście, że on też mógł wziąć czas, on mógł iść na linię. Ale kurde - szału idzie dostać jak robisz 200% tego co powinieneś, robisz coś chorego w pozytywnym tego słowa znaczniu, a na końcu, gdy coś się decyduje to wystarczy raz w tych PO zrobić coś właściwie, a nawet tego trener i JR nie potrafią. Raz w PO! Co LeBron mógł więcej? On nie robi 200% normy, ale o wiele więcej. Tylko co z tego jak trener, TT i JR to wartość ujemna?

 

Hill zagrał nie najgorzej, Hood się pokazał, Korver miał momenty. Love się starał, LeBron robił cuda całe PO, nawet TT miał momenty, gdzie nie wyglądał jak zwłoki, a tylko jakby był zahibernowany... No ale jak ma do jasnej cholery on cokolwiek zrobić, jak jego ludzie, czyli JR, Lue i TT zaliczyli największe zjazdy? Odbiło im? Zachłysnęli się swoją RZEKOMĄ "zajebistością"? Uznali, że LeBron zawsze ich będzie ciągnął za uszy? Love ma swoje wady, ale sądzę, że mógł dać LeBronowi i ekipie więcej. Ale jak to zrobić jak taktykę to pewnie ustalił LeBron w małym porozumieniu z Love'm, przekazali wiedzę reszcie, a Lue wyglądał jak zawsze - czyli jakby miał się popłakać? Korver to doświadczony roles, który w całych PO dorzucał swoje 3 grosze, a raczej 3 trójki. Hill, Clarkson czy Nance to gówniarze, którzy wyraźnie w fatalnym momencie trafili do Cavs, gdzie nagle mają stać się mocnym wsparciem dla zapewne przyszłego GOAT-a, bo jego starzy żołnierze dają dupy po całości... I można mówić, że Hood kaleczył, że Clarkson wyglądał strasznie i będzie to poniekąd prawda, ale też nie wymagajmy od niedoświadczonych rolesów rywalizacji jak równy z równym na tle mocnych playoffowych ekip. Nance starał się skupiać na tym, co potrafi i wychodziło mu to dobrze. Dawał fajne wsparcie na deskach i zasłonach. Być może, LeBron pod lepszym trenerem  kręciłby gorsze cyferki, ale byłby jeszcze bardziej efektywny dla drużyny. Love byłby lepiej wykorzystywany. Hill, Hood czy Korver mogliby dawać kilka trójek, a ten pierwszy niezłą obronę na PG. Nance dawałby energię i atletyzm. No ale mając trzech sabotażystów to LeBron mógł tylko bić pięścią w tablicę. I minusem jest to, że on ich namaścił i wepchnął. Ale w przypadku JR-a i TT to oni podpisując kontrakty może na nie nie zasługiwali (zwłaszcza na taką kasę...), ale byli po najlepszych okresach w karierach, gdzie byli efektywni w tym, co było ich zadaniami. Byli lojalni, sprawdzeni w boju i słuchali się Króla. A poza tym (i to najważniejsze!) jakby nie oni to nikt inny. Więc LeBron uznał, że skoro nie można mieć nikogo lepszego to lepiej zostać z tym co jest i wierzyć, że im palma nie odbije, a swoją produkcję w decydujących momentach dołożą - JR kilka trójek, a Thompson zdominowanie tablic i zasłony. Jedyne, co go bardzo obciążą to powołanie na trenera kukłę... Ale po pierwsze niewielu jest trenerów z autorytetem, których LeBron by słuchał (bo jak jesteś mądrzejszy od szefa, to słuchanie go jest mordęgą, bo wiesz, że się myli - jak ktoś to przeżywał na sobie to wie o czym piszę), a poza tym wymiana była w środku sezonu i wydaje mi się, że miała być tymczasowa. Blatt kompletnie Jamesowi nie siedział, a James Blattowi i widać to było od początku. A Lue był idealny dla Jamesa w momencie jak wszystko się układało dobrze - James rządzi, James rozdaje, James rzuca, a Lue się nie wpierdala. Czasem coś powie i LeBron go nawet posłucha, ale nie dlatego, że tak zrobi na parkiecie, ale by reszta drużyny była podporządkowana i się słuchała. No i heroicznym występem LeBrona i mocnym wsparciem Irvinga oraz wkładem zarówno Love'a, TT, JR, Shumperta i reszty, James wygrał pierścienie dla nich, a dla Lue lata na stanowisku.

 

Wszystko zmieniła decyzja o dojściu Duranta do GSW. Ale zmieniła początkowo niewiele. James zdawał sobie sprawę, że talentem przegrywają, ale mógł mieć nadzieję, że ekipa zrobi krok naprzód po zdobyciu pierścieni w kwestii mentalnej i pewności siebie. A dodatkowo combo Curry-Klay-Durant jako trójka na której opiera się atak dała w 2016 roku powody do zwątpienia, czy znowu nie znikną w najważniejszych momentach. I James postanowił spróbować razem z ekipą, no i zgodnie z logiką - talent ich zmiażdżył. Ale najgorsze było to, że "starzy" ludzie LeBrona dali ciała w finałach - TT bez zbiórki przez 30 minut? JR dający się miażdżyć każdemu po obu stronach parkietu? Lue idący na strzelaninę z GSW wzmocnionymi Durantem? No idiotyzm. Ale mimo wszystko można było zrobić kilka ruchów i spróbować ponownie. I tutaj kolejny kluczowy element - za Love'a próbowali ściągnąć Butlera czy PG (jak plotki mówią..), a tymczasem Irving chce odejścia i udaje mu się to osiągnąć - wbrew woli Jamesa. A co gorsza to w zamian dostali szrot (choć mówię z perspektywy czasu, bo wtedy sądziłem, że to całkiem porządna cena), czyli napompowanych do granic możliwości systemem Stevensa Crowdera i Thomasa oraz pick. Crowder jednak jest fajny teraz też w Jazz (nie tak jak w Celtics, ale jednak...). Ale widać - potrzebuje coacha, który coś wie o obronie i ataku, a nie daje im piłkę jak nauczyciel WF-u... A Thomas? Nawet LeBron chciał w nim widzieć następcę Irvinga.. Czekał na niego z Love'm, podbudowywali go, a jak juz wrócił to coś pieprznęło i James pierwszy raz w życiu zaczął sabotować swoją drużynę. I to nie hero ballem, ale właśnie cholerną pasywnością i pretensjami na parkiecie. A pick? Dla Jamesa pick miał takie znaczenie, że za niego można wyciągnąć kogoś na teraz, a Cavs zaczęli szykować się na życie po śmierci, czyli odejściu Jamesa i zachowali pick. Także Hood czy Clarkson z Nance'm to nadal młodzi gracze i być może dostaną swoją szansę w tankowaniu, jak James odejdzie... No, ale po TD wiadomo było, że albo nastąpi cud, ekipa się zazębi, JR, TT i reszta przypomną sobie o koszykówce i znowu w PO będą poziom wyżej od rywali aż do GSW, a tak powalczą o coś więcej niż rok wcześniej. Nie o pierścienie, ale o kilka meczów, a przy odrobinie szczęścia i obsraniu się Goldenów to może i powtórkę z 2016. No i na początku mieli serię, gdzie Jamesowi się znowu chciało (pozbył się Thomasa i odżył) i wygrali trochę meczów. Jednak te wzmocnienia to nie wzmocnienia... Po prostu ktoś grać musiał. A te PO to już krótka piłka - tak jak Spurs walczyli zaciekle o utrzymanie serii wejść do PO, gdzie jak już weszli to presja z nich zeszła, tak całe PO to James prowadził ekipę i to w niespotykany sposób i gdyby nie Love (nieraz niesłusznie krytykowany) i chwilowe wstawki Hilla, Korvera czy Greena, to nawet James by nie dał rady... Robił rzeczy niesamowite, byle dojść do finałów i cudem mu się to udało. Ale na tym nie poprzestał. Spróbował wygrać pierwszy mecz i kurde - zrobił coś jeszcze większego niż dotychczas, zagrał chyba najlepszy mecz w finałach NBA jaki widziałem i był o krok, a zjebali to jego koledzy. Sądzę, że wtedy pierwszy raz aż tak wyraźnie stracił cierpliwość w życiu. Fakt, że kiedyś chciał zamordować Chalmersa, nieraz odpychał Blatta czy opieprzał kogoś. Ale nigdy nie widziałem LeBrona tak wkurzonego i jednocześnie zrezygnowanego jak po tej rozmowie na ławce o tym, czy mieli czas. No nie dziwię się, że łapę sobie rozwalił, co i tak jest dziwne, że się powstrzymał, bo mógł rozwalić rękę JR-a, co w sumie wyszłoby wszystkim na plus.

 

Wydaje mi się, że za dużo się tam wydarzyło, by on mógł zostać. Zwłaszcza po tym G1. Nie mówię, że gdyby nie ta sytuacja to LeBron zdobyłby pierścienie i wszystko byłoby ekstra. Nie. Zaakceptować mógł przegranie meczu po walce. Mógł po pudle z FT. Ale nie po tym jak JR i Lue dali dupy, w jedynej sytuacji w tych PO, w których mieli zrobić coś dobrze. Mogli ceglić i dawać dupy od I rundy do finałów konfy.. Ba, mogli robić to dalej w finałach, czyli JR pudłować te kilka rzutów w meczu, a Lue dalej mógł udawać, że jest trenerem. Ale raz w tym roku MUSIELI pomyśleć i zrobić to jak należy i obaj to spierdolili na poziomie elementarnym. Pretensje do Jamesa o to, że czasu nie wziął? Niesłuszne... Piłkę miał JR, który ani nie podał mu, ani nie rzucał, ani nie brał czasu... Lue siedzi na ławca i zamiast brać czas jak Stevens, który widział, że Morris szykuje się do rzutu (po izolacji), który na pewno spieprzy i dlatego wchodzi na parkiet i drze się do sędziów "time-out!!" i sygnalizuje to. Lue wolał się nie wtrącać, bo James wszystko za niego może zrobić jak zawsze. No i jak jeszcze James mógł mieć wątpliwości, czy warto zostać to już wie, że nie. Chyba, że zdecyduje, że ma w dupie pierścienie, a decyduje się gonić KAJ-a oraz wszystkie inne możliwe rekordy - wtedy Cavs to idealna ekipa dla niego. Ale jak coś chce jeszcze wygrać to musi szukać przeprowadzki. Bo miękki reset w grę nie wchodzi - nie z takimi umowami i z takim wiekiem rosteru oraz historią kontuzji Love'a.

 

I wbrew temu, co niektórzy pisali - wcale nie sądzę, że znudzenie finałami wynika z tego, że po raz czwarty z rzędu mamy ten sam zestaw. Rok temu mieliśmy trzeci rok z rzędu, a niewielu narzekało na znudzenie. Ale tamte finały otworzyły wszystkim oczy - na GSW nie ma mocnych. I można mówić, że gdyby nie kontuzja CP3... Gdyby nie sędziowie... Gdyby nie Zaza i kontuzjowanie Leonarda... Ale odkąd dołączył do nich Durant to miewali lepsze i gorsze serie, ale zawsze robią to co należy wtedy, gdy ma to znaczenie. A te finały pokazały jedno - jak Goldeny zechcą kogoś ograć, to wchodzą na poziom nieosiągalny dla reszty i robią to. I dlatego te finały zapowiadały się tak "nudno" dla wielu - nie dlatego, że to czwarty raz z rzędu z tymi samymi ekipami.. Po prostu wszyscy wiedzieli, że tutaj jest już zwycięzca, bo prawdziwy finał rozegrał się w ostatniej minucie w G5 finału Zachodu. Nieważne czy ze Wschodu na finał stawili się Cavs, Celtics, Raptors czy 76ers - to byłaby zapowiedź nudy, bo każdy był za krótki na Goldeny. Co innego, gdyby to Rakiety przeszły Zachód - wtedy LeBron miałby naprawdę szansę zrobić coś niesamowitego i wygrać to. Ale jak znowu zobaczyliśmy hybrydę z Zatoki w finale, to o emocjach można było zapomnieć. Mimo wszystko szkoda, że tak się kończy ten sezon i zapewne druga już przygoda w Cavs LeBrona. Mimo jego kilku błędów w przeciągu tych 4 lat to naprawdę zrobił coś niesamowitego. Zarówno w 2015, 2016, 2017, jak i 2018. Co roku robił coś co powodowało, że łapaliśmy się za głowy jakim cudem on to robi. Dla mnie ten trip do finałów z tego roku są prawie na tym samym poziomie, co pierścienie z 2016. Serio. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, co zrobił w G1 tegorocznych finałów. Gość był gotowy bić się do oporu i mimo złamania dalej walczył. Ode mnie szacun. Po prostu szacun dla GOAT-a.




#589138 Playoffs 2018 - ECF (2) Celtics vs (4) Cavaliers

Napisane przez Zdzich w 16 maj 2018 - 05:13

Z takim grzybem na parkiecie jak JR przez ponad 20 minut to nie da się wygrać meczu.

 

Poza tym - coaching Lue dzisiaj ograniczył się do wprowadzenia do S5 TT i to by było na tyle. Robił to nieraz i nie dwa. Ale poza tym w ogóle nie było jakiejkolwiek zmiany w grze! Tylko gała do Jamesa i jakieś jego chore rzuty, które do czasu wpadały. Wspierał go bardzo solidnie Love i Korver, ale poza tym bieda.

 

Stevens wiedział, że James wyjdzie w wersji wściekłego byka, więc co rusz zmieniał na nim obrońcę. Po pierwsze, by nie wpędzić żadnego swojego gracza w kompleksy, że jest tak bezlitośnie objeżdżany lub kłopoty z faulami, po drugie, bo nowy obrońca może akurat znajdzie jakiś sposób, by go spowolnić choć na chwilę, a po trzecie (i to najważniejsze!) by zajechać LeBrona świeżością w obronie.. Zrobił to co rok temu robiło GSW - obstawiamy resztę, a na Jamesie gramy fizyczny D. Nie chodziło nawet o to, że to zadziała od razu, ale nawet taki koń jak LBJ się wypompuje w końcu. I zadziałało.

 

I na każdy sposób grania przez Lue (pardon!) - przez LBJ Stevens ciągle znajduje odpowiedzi. LeBrony w Ohio muszą zacząć grać jako zespół, a nie liczyć na Jamesa i ewentualnie Love'a. I Lue musi zacząć myśleć. Osman, który jako jeden z nielicznych z obwodu może zagrać w obronie nieźle, to przyspawany jest do ławki. Clarkson, który jako jeden z nielicznych jest w stanie minąć rywala nie dostał nawet szansy. Wiem, że Clarkson to często gra kaszanę, ale jak akurat mu siedzi, to naprawdę stanowi wartość dodaną w ofensywie. A przy takim meczu JR, Hilla i Hooda to akurat sprawdzenie gracza, który jako jedyny gra trochę inaczej mogłoby na chwilę dać jakiś zryw. Zapewne wyszłoby jak zawsze, ale i tak gorzej by nie było w 2H.

 

Aha - największym osiągnięciem Bostonu jest fakt, że trójka im nie siedziała zbytnio, deski nie zdominowali, ale wygrali wszystkim po trochu - więcej FT, mniej strat, więcej dzielenia się piłką.. To nie był mecz, że im się coś wybitnie udawało albo rywalom coś fatalnie nie wychodziło - tutaj było mniej więcej równo, ale wygrali mądrzejszym systemem i egzekwowaniem go do końca. I właśnie tutaj jest największa broń Celtów, bo tak wygrywają przez całe PO. Sądziłem, że na LeBrony to będzie za mało, bo to nie Giannis ani nie Embiid, a ktoś półkę wyżej. A jednak w Bostonie się udało i Cavs wyglądają jak dzieci we mgle. I nie wiem, czy są w stanie się pozbierać jeszcze. Bo o ile na meczach się zamelduje James, zapewne swoje zrobią Korver i także Love, tak nie wiem, czy ktokolwiek inny jest w stanie podjąć rękawicę w tym starciu. A ktoś musi jeśli chcą jeszcze o coś powalczyć. A pierwszym musi być Lue, który zachowuje się jakby nie wiedział co się dzieje wokół niego.




#588466 Zielone Toronto 17/18, czyli hajs, parki miejskie i Kobe dla ubogich

Napisane przez Zdzich w 13 maj 2018 - 14:20

Ktoś pisał tutaj, że oferty za Lowry'ego i DeRozana powinni rozważyć. Ale prawda jest taka, że nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek do Masaia dzwonił w ich sprawie. Raczej to on dzwoni do kogoś i mówi, że ma Lowry'ego czy DDR do wymiany i pewnie większość reaguje od razu śmiechem, bo wiedzą jakie mają kontrakty, jaką historię w PO i jakie wady i zalety.. A jak nie ma śmiechu to pewnie jest pytanie - a co dorzucasz do któregoś z nich? Który z talentów i jakie picki? A pewnie tylko Billy King dawniej i Vlade Divać mogą odebrać ten telefon i podniecić się, że mogą All Stara "przechwycić" i oddadzą swoje talenty i dorzucą własną matkę, byleby go mieć.




#587879 Playoffs 2018 - WCF (1) Rockets vs (2) Warriors

Napisane przez Zdzich w 10 maj 2018 - 06:31

Hmm. Zupełnie nie zdziwi mnie szybki 4-1 dla GSW. Co najwyżej 4-2. Siła Goldenów jest przerażająca i się znowu budzi. Nie przewiduję tak wielkich emocji, jak większość by chciała zobaczyć. Chociaż chciałbym się mylić bardzo.




#587646 Jazda, Jazda czyli sezon 17/18 na żywo!

Napisane przez Zdzich w 09 maj 2018 - 04:32

Kerr mówi na czasie, by nie tracili piłki nie faulowali i grali z głową, a zaraz po TO Curry'emu piłkę wybił Rondo i 2 łatwe punkty, a potem zasłona ruchoma Greena, a następnym razem jakiś komiczny hak Iguodali ;) Nie wiem, czy oni go trollują, czy są tak nonszalanccy ;)




#587643 Zachód Playoff 2018 Druga runda - Rockets (1) - Jazz(5)

Napisane przez Zdzich w 09 maj 2018 - 04:21

Jeżeli Utah nie popsuje tego z wysokimi kontraktami, dołożą kilka cegiełek i dadzą się Mitchellowi jeszcze rozwijać, to czeka ich bardzo dobra przyszłość. Niby 1-4, ale ode mnie wielki props. Nawet w ostatnim meczu się postawili, ale jak się traci najpierw Rubio, potem Exuma, a na końcu Spidę, to nie ma jak rywalizować z Houston. Gdyby wszyscy byli zdrowi to nie mówię, że wygraliby serię, ale na pewno mieliby szansę doprowadzić do tego, by była o wiele bardziej wyrównana, a pod presją nie wiadomo jakby się Houston zachowali. Mimo wszystko - nie ma co płakać w SLC. Czas na kolejne dobre kroki!

 

No i CP3 w końcu w finałach konfy.. Czekał na to... z 10 lat! Wypada pogratulować. Ale następnego roku nie wykona raczej w tym roku. Goldeny to chyba nadal za wysoka półka dla Rakiet. Gdyby nie HCA to byłbym w zasadzie całkowicie pewny Wojowników, a tak to daję jakieś szanse Houston, ale niewielkie.