Miałem taki sen, że obejrzałem mecz z lat 90. Kapitalna obrona, rzuty za 3 pkt z przygotowanych pozycji, w liczbie nieuwłaczającej rozumowi, zbiórki, bloki, przechwyty, akcje przemyślane, trwające po 20 s.
A potem się obudziłem i zobaczyłem coś, co uwłacza ludzkiej godności - trzy pierwsze kwarty dzisiejszego meczu. Tego się nie od odzobaczyć. Straty, podania w puste pola, rzuty za 3 punkty w co drugim rzucie, w tym niedoloty, akcje trwające po kilka sekund itd. Ostatnia kwarta uratowała trochę ten mecz. Nawet linijka Franza wygląda nieźle, chociaż przez pierwsze trzy kwarty gość wyglądał żałośnie. Ale jeżeli ktoś chce poczuć wstręt do koszykówki, powinien obejrzeć trzy pierwsze kwarty.
I nie rozumiem jednego. Po co zawodnicy Orlando oddają tyle rzutów za 3 pkt? Nie łapię. Przecież to bez sensu.
Ławkę Orlando ma niezłą, z kilku zawodników znajdzie się 2-3, którzy naprawdę coś wniosą.
I spojrzałem w statystyki. Orlando ma najlepszą defensywę w lidze, tylko Oklahoma i Houston kręcą się gdzieś w pobliżu. I niemal najgorszą ofensywę - tylko Portland i Nowy Orlean mają gorsze. Tak nie da się osiągnąć sukcesów (mówię oczywiście o ofensywie).